Znowu mam pretekst żeby coś napisać i wrzucić parę zdjęć tego co jest bliskie mojemu sercu.
Zacznę tak... Wędrując od wielu lat po naszych Beskidach obserwuję zmiany jakie zachodzą w beskidzkim krajobrazie. Z reguły niestety nie są to zmiany na lepsze: znikają z górskich polan stare drewniane beskidzkie chałupy, które od lat nie remontowane walą się pod własnym ciężarem lub poddają się inwazji napastliwych, przeróżnych w formie szkaradnych dobudówek. Górskie przysiółki zabudowywane są nadal dziwnymi domkami letniskowymi (nie mającymi kompletnie nic wspólnego z tradycyjną i piękną architekturą) lub po prostu przyczepami kampingowymi, dodatkowo ozdobionymi wymyślnym klombem z różnokolorowych iglaków.
Jest jednak coś co budzi nadzieję. Od paru lat na beskidzkich halach możemy spotkać co raz częściej, prawdziwe bacówki, owce, kozy i oczywiście sprawującego nad tym wszystkim pieczę Bacę. Tak -to widać, że do łask znowu wraca tradycyjne pasterstwo, wypas kóz i owiec, a w bacówkach (żeby było jeszcze lepiej) robi się oscypki, bundz, bryndzę. Strudzony wędrowiec może kupić tradycyjny ser i skonsumować go siedząc na hali, patrząc na Góry. Co się przyczynia do tej sytuacji - do odradzania się pasterstwa. Może unijne dotacje? Może moda na tradycyjne jedzenie?...Na pewno ludzie, którzy chcą kultywować tradycję pasterskie i którzy jeszcze pamiętają jak to się robi - bo wbrew pozorom wypas owiec na hali to nie taka prosta i lekka praca.
Jesienią 2013 na hali radziechowskiej było nam dane poznać takich ludzi - bardzo życzliwych pasterzy: bacę Wasila, bacę Ivana (oboje Ukraińcy, którzy od lat wypasają u nas owce) i polskiego Juhasa (niestety nie pamiętam imienia). Zatrzymaliśmy się w ich niewielkiej bacówce (3m x 5m) aby porozmawiać trochę dłużej, obowiązkowo wypić coś mocniejszego i posmakować różnych świeżutkich owczych serów. Po dłuższej rozmowie w języku mieszanym (polsko-ukraińskim) okazało się, że stado owiec które mają pod swoją opieką przywędrowało w Beskidy aż z Rumuni. A baca Wasil brał udział w przedsięwzięciu organizowanym przez Gazdę Piotra Kohuta z Koniakowa - przedsięwzięciu nazywającym się "Redyk Karpacki 2013 - Transhumance", a polegającym zasadniczo na tym, że paru ludzi kochających to co robią - tradycyjne pasterstwo, przyprowadziło stado 300 owiec z Rumuni do Polski. Przebyli ok.1200km przez góry Rumuni, Ukrainy, Polski, Słowacji i Czech. Szli oczywiście na piechotę, zajęło im to kilka miesięcy i nie spali w hotelach lecz jedynie w szałasach lub pod niebem - no bo przecież mieli pod opieką 300 owiec.

 |
| (ł)owiecki /ŁB |
 |
| "ekipa" z bacówki na hali radziechowskiej |
Cała ta opowieść jest naprawdę bardzo ciekawa.
Zapraszam was na stronkę fundacji "Pasterstwo Transhumacyjne" gdzie możecie dowiedzieć się o tym znacznie więcej:
http://www.transhumance.pl/
A w Niedzielę 9 marca 2014r. w Auli Domu Katolickiego w Żywcu, o godz. 19.00 odbędzie się projekcja filmu opowiadającego o tym przedsięwzięciu. - zwiastun filmu można zobaczyć na:
http://www.news.humanuniversity.pl/prapremiera_redyk_karpacki
 |
| Baca Wasil na hali Radziechowskiej |
 |
| Juhas od Bacy Piotra Kohuta / ŁB |
A to już parę fotek z naszej ulubionej bacówki pod Babią Górą:
 |
| bacówka pod Babią Górą / ŁB |
 |
| Bacówka pod Babią Górą / ŁB |
 |
| Bacówka pod Babią Górą / ŁB |
 |
| Tak się robi oscypki! /ŁB |
 |
| foto: ŁB |
 |
| (ł)owiecki /foto: Kuba Grzywak |
 |
| Gazda z Gdyni ;) - z pozdrowieniami dla Jaśka - trzymta sie / ŁB |